I had hoped you'd see my face and that you'd be reminded
That for me it isn't over.
Wiem, długo mnie tutaj nie było. Aż od 17 maja. Zastanawiam się nad zawieszeniem mojego 'bloga'. Jest przenudny i nie widzę w nim nic nadzwyczajnego, mimo że miałam wziąć się w garść i zacząć pisać coś sensownego. Tak, teraz nie będzie to możliwe, muszę się ze wszystkiego ogarnąć a potrzebuję na to trochę czasu. Wczorajszy dzień zaczął się napływem esemesów od pamiętających, za co bardzo im dziękuję i jestem mile zaskoczona :) Jednak dałam się ponieść emocjom i pozytywne nastawienie szybko się rozpłynęło. Kilka słów za dużo. Być może nie przemyślanych. Wszystko teraz jest tak napięte. Najgorsze jest to, że widzę jak wszystko ucieka jak piasek przez palce bez jakiegoś najmniejszego cienia pohamowania tego, mimo wielkich chęci. Boję się o to, co teraz stanie się z moją osobą i jaka się stanę, czy zmienię się? Nie chce wracać do pewnych sytuacji i będę się przed tym broniła jak tylko mogę. Nawet nie wyobrażacie sobie ile razy zmienia się mój humor wciągu dnia. Przeraża mnie to. Przerażają mnie te ciągłe pytania. Czemu? Dlaczego? O co? Co teraz? Moje wczorajsze urodziny uważam za udane. Mimo, że przed godziną spotkania chciałam to wszystko odwołać. Miło było szczerze porozmawiać przy lodach z Misią i Żan. Dziękuję, że przyszłyście i Julczi i Siwemu. I za prezenty. Niefajnie, że nie wypalił nam dzisiaj Happy Day in BP. Niedługo idę oglądać surowych, bo WOAH. Chcę już oprawić te obiecane sobie oceny i mieć lajt. Pomimo, że teraz i tak dupa wołowa ze mnie i nie potrafię się skupić.
Kocham Franka. Moje małe słoneczko.
Kocham Franka. Moje małe słoneczko.
Dziękuję wszystkim, za składane mi życzenia.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz